Myśliwce których nie ma
Eduard Kokojty to watażka Moskwy w Osetii Południowej. To jemu miały posłużyć rosyjskie groźby. Bomba, którą zrzucili Rosjanie nie wybuchła celowo. To było pierwsze ostrzeżenie. Mieszkańcy południowej Osetii mają się trzymać z daleka od wspieranego przez Tbilisi Dmitriego Sanakojewa. Ci dwaj od dawna prowadzą ze sobą wojnę, oskarżając się o wszelkie zbrodnie: zdradę, korupcję i choroby psychiczne. Sanakojew, który rządzi na kontrolowanym przez Gruzję terenie Osetii, zaledwie kilkanaście kilometrów od Czinkwalii, stolicy regionu stara się przyciągnąć do siebie reformami: buduje drogi, przywrócił regularne dostawy energii, otworzył szpital. Kokojty rządzi wspierając się na rosyjskim kontyngencie wojskowym, przekonując, że tylko z Rosją, Osetia Południowa ma szanse na niezależność.
Wielu Osetyjczyków już mu uwierzyło, zwłaszcza ci, którzy dostali rosyjskie paszporty. Tyle że niezależność Osetii Południowej w ramionach Rosji może zniknąć tak szybko i nagle, jak niezidentyfikowane rosyjskie myśliwce.